Ile drużyn zagra na Mistrzostwach Świata? Nowy format i podział miejsc

Mistrzostwa świata 2026 będą wyjątkowe w swojej… liczebności. Ile drużyn na MŚ zobaczą kibice?

Jak zmieniała się liczba drużyn na mundialu?

To, że w fazie grupowej turnieju finałowego mistrzostw świata zagra więcej drużyn narodowych niż w poprzednich mundialach, nie jest niczym nowym. W historii mistrzostw świata już kilkukrotnie zwiększano liczbę uczestników. W kwalifikacjach kontynentalnych na całym świecie pojawiało się więcej chętnych do gry, najlepsze drużyny przestały ograniczać się do przedstawicieli nacji, które można było zliczyć na palcach jednej ręki. Poprawiły się możliwości logistyczne (podróż), no i swoje dorzuciła telewizja, która zarówno w kontekście meczów grupowych, jak i pucharowych jest kopalnią złota. W trakcie dekad zmieniała się globalna sytuacja polityczna, a kołem napędowym dla poszerzenia składu mundialu był także fakt postępującej dynamiczne globalizacji. To wszystko miało oczywiście przełożenie na to, jak wyglądał format MŚ, bo np. do fazy pucharowej pierwszych mistrzostw świata w historii awansowały tylko cztery drużyny. Jak zmieniała się liczba drużyn na mundialach na przestrzeni lat?

  • MŚ 1930 – 13 drużyn narodowych
  • MŚ 1934 – 16 drużyn
  • MŚ 1938 – 15 drużyn
  • MŚ 1950 – 13 drużyn
  • MŚ 1954 – MŚ 1978 – 16 drużyn narodowych
  • MŚ 1982 – MŚ 1994 – 24 drużyny
  • MŚ 1998 – MŚ 2022 – 32 drużyny
  • MŚ 2026 – 48 drużyn

To wszystko oczywiście miało wpływ na to, jak dzielone na grupy były zespoły w poszczególnych turniejach. Po przejściu eliminacji bywało z tym bowiem różnie. Gdy udział w turnieju finałowym miało 16 zespołów, sprawa była o tyle prosta, że można było podzielić je na cztery grupy po cztery drużyny. Wszystko skomplikowało się, kiedy liczbę uczestników zwiększono do 24. Wtedy – owszem – nadal z sześciu grup po cztery drużyny mogły wychodzić po dwie najlepsze drużyny, ale wymagało to także wprowadzenia zasady, wedle której z niektórych grup mogły wyjść po trzy drużyny. To dlatego, że gdyby wychodziły zwyczajowo po dwie, w fazie pucharowej byłoby 12 reprezentacji – a z tego nie sposób ustalić drabinkę zakończoną finałem.

Najpierw turniej we Francji, a potem w Korei Południowej i Japonii wprowadził system z 32 reprezentacjami na MŚ. To format, który pamięta największe grono obecnych kibiców, ponieważ funkcjonował przez 7 mundialów z rzędu. 32 reprezentacje dzielono w tym czasie na osiem grup po cztery drużyny w każdej grupie i sprawa był prosta. W drugiej rundzie meldowała się połowa ekip grających na mundialu i szła tak aż do finału systemem pucharowym. Połowa wracała do domu. Teraz podstawowe zasady będą podobne, ale jednak trochę inne.

Przede wszystkim 48 drużyn powoduje, że ponownie trzeba wprowadzić “instytucję” awansu z trzecich miejsc. Na mistrzostwach świata będzie 12 grup po cztery zespoły. Do fazy pucharowej awansować będą zwycięzcy oraz wiceliderzy stawek, a także osiem najlepszych drużyn z trzecich miejsc. W sumie da to więc 32 reprezentacje w etapie play off na MŚ 2026, czyli tyle… ile na ostatnich mundialach w ogóle! “Tylko” 16 zespołów w Ameryce Północnej będzie ją opuszczało po fazie grupowej.

Ile reprezentacji zagra w najbliższych Mistrzostwach Świata?

Mistrzostwa świata 2026, które zorganizują trzy kraje gospodarze – mowa o Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie – będą wyjątkowe. Po raz pierwszy w historii na globalnym czempionacie zobaczymy aż 48 najlepszych drużyn na Ziemi! To wzrost o 50 procent względem poprzedniego turnieju, co spowodowało, że każdy z kontynentów na mundial dostanie o kilka biletów więcej. Komplet uczestników będzie znany pod koniec marca 2026 roku. Rozstrzygnie się wtedy, które cztery drużyny awansują do fazy grupowej z baraży, które odbędą się w strefie UEFA. Zagra w nich również reprezentacja Polski, która w półfinale swojej ścieżki podejmie Albanię, by – jeśli ją rzecz jasna pokona – w potencjalnym finale zagrać na wyjeździe ze zwycięzcą drugiego półfinału. Tam zmierzą się Ukraina oraz Szwecja. Cztery najlepsze drużyny z baraży pojadą na mistrzostwa świata 2026 do Ameryki Północnej.

W tym samym czasie będą odbywały się międzykontynentalne baraże, znane także jako interkontynentalne. W nich dwa ostatnie zespoły ze świata, ale nie z Europy, będą mogły wywalczyć awans i zagrać w turnieju finałowym. Są dwie ścieżki, a w każdej trzy drużyny. W pierwszej ścieżce Nowa Kaledonia (Oceania) zagra z Jamajką (Ameryka Północna), by wygrany tej pary w finale zmierzył się z Demokratyczną Republiką Kongo (Afryka). Zwycięzca pojedzie na mundial. Natomiast w drugiej ścieżce Boliwia (Ameryka Południowa) zagra z Surinamem (Ameryka Północna), by ktoś z nich starł się potem z Irakiem (Azja). Zwycięzca również jedzie na MŚ 2026 w piłce nożnej. Baraże interkontynentalne odbędą się w Meksyku, dokładnie na tych samych stadionach, na których kilka miesięcy później rozpoczną się światowe zawody piłki nożnej. Cztery drużyny z barażów europejskich w połączeniu z dwoma zespołami z międzykontynentalnych baraży uzupełnią grono 42 drużyn, które już mają z góry zapewniony awans na mundial w przyszłym roku od jakiegoś czasu.


Czytaj więcej o mistrzostwach świata:


Podział miejsc między kontynentami

Gdy oficjalnie potwierdzono, ile reprezentacji pojedzie na mistrzostwa świata 2026, które odbędą się w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie oraz Meksyku, kluczowe pytanie brzmiało – jakie to będzie miało przełożenie na zespoły z wszystkich kontynentów świata? Siłą rzeczy w fazie grupowej zagra więcej przedstawicieli całego świata – co powoduje, że z jednej strefy jest większy przyrost, z innej mniejszy. Oczywiście standardowo najwięcej zespołów w zmaganiach będzie miał Stary Kontynent, bo na turnieju FIFA będzie rywalizować aż 16 reprezentacji z naszej części świata, tym np. Hiszpania, Francja, Anglia czy Niemcy. Co też ciekawe, po raz pierwszy w dziejach jeden zespół ze strefy Oceanii miał zapewnione miejsce na turnieju finałowym! Do tej pory co cztery lata któraś z tamtych reprezentacji musiała walczyć w barażach.

Trzeba uwzględnić, że w poprzednich odsłonach kontynenty otrzymywały 31 miejsc, a jedno ekstra dostawał gospodarz. Oczywiście 29 zespołów było pewnych, a 2 wchodziły przez baraż interkontynentalny. Obecnie bezpośredni awans wywalczą 43 ekipy (wliczając barażowiczów z Europy), a mają go już trzej gospodarze. Podział kontynentów na turnieju MŚ 2026 w piłce nożnej w porównaniu z poprzednią odsłoną (nie uwzględniając baraży interkontynentalnych) prezentuje się następująco:

  • Europa (UEFA) – było 13 drużyn, jest 16 (+3)
  • Afryka (CAF) – było 5 zespołów, jest 9 (+4)
  • Azja (AFC) – były 4 drużyny, jest 8 (+4)
  • Ameryka Południowa (CONMEBOL) – były 4 drużyny, jest 6 (+2)
  • Ameryka Północna (CONCACAF) – były 3 drużyny, jest 6, w tym trzy drużyny gospodarze (+0/+3)
  • Oceania (OFC) – nie mieli żadnej pewnej udziału reprezentacji, teraz jest jedna (+1)

Niektórzy krytycy nowego formatu mistrzostw świata zwracają uwagę na fakt, że reprezentacje Europy otrzymała zaledwie trzy drużyny dodatkowo, a jest to zdecydowanie najmocniejsza federacja świata. W praktyce jednak i tak ekipy ze Starego Kontynentu będą stanowić jedną trzecią wszystkich zespołów, jakie będą rozgrywały swoje mecze w grupach zawodów MŚ 2026. Ciekawie mają się sprawy w przypadku Ameryki Południowej, gdzie do rywalizacji przystąpiło 10 drużyn – w tym broniąca tytułu Argentyna – a awans bezpośredni wywalczyło aż 6 zespołów! Jedna dodatkowa reprezentacja, Boliwia, zagra w międzykontynentalnych barażach. To prawie cały kontynent zaangażowany bezpośrednio w mundial, który odbędzie się w przyszłym roku w trzech krajach gospodarzach.

Oceania po raz pierwszy w historii ma pewny jeden zespół na mundialu. Do tej pory o mistrzostwa świata walczyć musiały w interkontynentalnym barażu Nowa Zelandia, a wcześniej – przed emigracją do strefy azjatyckiej – na ogół Australia. Pozostałe zespoły tej części świata w piłce nożnej są wyjątkowo słabe, by wymienić takie ekipy, jak Fidżi, Wyspy Salomona czy Vanuatu. Druga drużyna o grę na turnieju zawalczy w barażu interkontynentalnym, a będzie to absolutny świeżak – Nowa Kaledonia.

Co oznacza większa liczba drużyn dla rywalizacji i kibiców?

Odkąd stało się wiadome, że w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku w przyszłym roku na mundial dostanie się rekordowa w historii liczba uczestników, pojawiły się dziesiątki dyskusji. Można wymienić różne plusy i minusy, jakie zaproponuje nowy format turnieju finałowego zarówno reprezentacjom, jak i kibicom. Na początek atuty.

Podstawowa rzecz związana z 48 drużynami jest taka, że będzie po prostu więcej meczów. Kibice uwielbiają mistrzostwa świata, a ten turniej, który będzie się odbywał na terenie Ameryki Północnej, zapewni jeszcze więcej spotkań. Druga kwestia jest taka, że więcej zespołów oznacza więcej nieoczywistych uczestników. Na MŚ 2026 zobaczymy debiutantów, takich jak Curacao, Uzbekistan, Jordania, Republika Zielonego Przylądka, a możliwe, że uda się przebrnąć np. Surinamowi. Będą zespoły dawno niewidziane na turnieju finałowym MŚ, jak Norwegia (od 1998), Austria (od 1998), Szkocja (od 1998) czy Haiti (od 1974) albo takie z bardzo krótką mundialową historią – Kanada (trzeci udział), Panama (drugi udział), Egipt (czwarty udział), Senegal (czwarty udział), Republika Południowej Afryki (czwarty udział) czy Nowa Zelandia (trzeci udział). To wiele znakomitych historii do opowiedzenia, a o to w tym wszystkim przecież chodzi.

Są też pewne fakty obiektywne, których nie można traktować jako wady czy zalety. Przede wszystkim na MŚ 2026 będzie więcej meczów. Dojdzie “nowa faza”, bo do tej pory zmagania fazy pucharowej zaczynały się od 1/8 finału, a teraz będzie jeszcze 1/16 finału. To w praktyce oznacza, że wyłonienie zespołu, który chce wygrać mundial, będzie wymagało od niego jednego spotkania więcej niż do tej pory. Tj. zwycięzca będzie musiał zagrać osiem meczów. To będzie wymagało obiektywnie innego zarządzania kadrą reprezentantów, ich kondycją, zdrowiem i przygotowaniem. Oczywiście mistrzostwa świata 2026 będą trwały kilka dni dłużej niż poprzednie.

Nie można też nie wspomnieć o tym, że kibice piłki nożnej więcej czasu spędzą przed telewizorami. To zaś kieruje wzrok na biznesową stronę mundialu, bo jego główny organizator, FIFA, zarobi znacznie więcej pieniędzy niż miało to miejsce do tej pory. Zaangażowanie większej liczby zawodników to więcej transmisji, więcej reklam, więcej sponsorów itp. A to wszystko oznacza więcej pieniędzy – także wydanych przez kibiców, którzy kupią więcej biletów na stadiony, wydadzą więcej na transport i podróże, na jedzenie, na noclegi itp.

Rzecz jasna poszerzenie składu reprezentacji ma też swoje wady. Przede wszystkim to, że na mistrzostwach będzie rywalizować więcej ekip, powoduje ogólne obniżenie ich poziomu. Pula drużyn jest większa, a więc łatwiej było się tam dostać. Dostały się tam więc też zespoły, które przy mniejszej liczbie uczestników mogłyby mieć z tym problemy. Oczywiście działa to też w drugą stroną. W kwalifikacjach kontynentalnych na całym świecie bywały mocne drużyny, które miały problemy. Gdyby więc skład nie został poszerzony, tych mogłyby po prostu na MŚ 2026 nie być – by wymienić Arabię Saudyjską, która jest potężna w skali Azji, czy Włochów, którzy muszą przepychać się przez baraże, a tak mogliby od razu odpaść. Koniec końców taka forma ograniczyła zaskakujące nieobecności. Ci, którzy mają zagrać – zagrają.

Druga sprawa – to już istotniejsze dla fanów – to że mistrzostwa świata odbywają się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych (w Meksyku i Kanadzie jest w sumie tylko 5 stadionów, zaś w USA 11). To ogromny kraj, a obiekty są rozrzucone od Wschodniego do Zachodniego Wybrzeża. Oczywiście, gdy odbywał się tam turniej w 1994, było podobnie, ale to nie zmienia faktu ogromnych odległości pomiędzy poszczególnymi miastami. Podróżowanie po Stanach Zjednoczonych wcale nie jest takie łatwe, słabo rozwinięta jest tam kolej, więc w praktyce jedyną możliwością są linie lotnicze. Oczywiście organizator FIFA stara się ułatwić życie kibicom. Podzieliła zmagania na trzy strefy – zachodnią, środkową i wschodnią – by w ich ramach koncentrować poszczególne mecze. Ma to spowodować uniknięcie konieczności podróżowania (zarówno kibicom, jak i zawodnikom) z Los Angeles do Nowego Jorku i potem z powrotem do San Francisco. A do tego – co różni się od 1994 – dochodzą jeszcze tereny Meksyku oraz Kanady.

Koniec końców wszystko “wyjdzie w praniu”, choć tego typu turniej na pewno jest wielkim wyzwaniem organizacyjnym dla gospodarzy, przede wszystkim dla USA. Plusem, o którym trzeba też powiedzieć, jest to, że gotowa jest infrastruktura – zarówno hotelowa, treningowa jak i stadionowa. Jednakże więcej państw uczestniczących, to więcej kibiców, więcej potencjalnych zagrożeń, więcej… wszystkiego. Dla tych, którzy będą oglądać mecze w TV, nie będzie to robić większej różnicy, choć pewien znak zapytania mogą stanowić nietypowe godziny rozgrywania spotkań z racji różnic czasowych. Jednakże by w pełni ocenić mundial, jego nowy format, zmiany, jakie wprowadzono, trzeba to po prostu wszystko przeżyć. Na oceny przyjdzie czas po wszystkim.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *